Kraina nieśmiertelnych.
KRAINA NIEŚMIERTELNYCH.
Kim jesteś? Kim jesteś ty, którego widzę w lustrze codziennie w przedpokoju? Kim jesteś ty, którego widzą inni? Kim jesteś, człowieku, patrzący w swoje własne, lustrzane odbicie? Czyżbyś marzył o drugiej szansie? Czyżbyś chciał odwrócić to, co złe?
Nie, człowieku. Ja ci na to nie pozwolę, nigdy. To co się stało, już nigdy nie będzie miało prawa się zmienić. Żyj z tym, zobacz, czy umiesz przetrwać. Nie dopuszczę cię do swojego królestwa, wiedząc, że poprzez samobójstwo chcesz się uwolnić. Nie, nigdy nie pozwolę ci na przekroczenie niebiańskiego progu.
Zgaś światło, człowieku. Zaśnij. Być może nigdy się nie obudzisz, ale nie martw się. Jeżeli przetrzymasz próbę zwaną życiem, pozwolę ci istnieć u mojego boku.
Śpij, dzielny rycerzu. Śpij, kochane dzieciątko. Śpij, strudzony wędrowcze. Śpij, przyszła mężatko. Śpijcie wszyscy. Na razie spokojnie. Dziś zabiorę tylko jedną duszę. Zobaczymy, czy będziecie chcieli po nią tutaj przyjść...

My way will be hard
but I would do all to reach
the valleys where true heroes ride
beyond the ivory gates
[Rhapsody „Land of immortals”]


Nad grobem młodej dziewczyny stała tylko jedna osoba. Długowłosy, przystojny brunet w czarnym płaszczu, osobie trzeciej wyglądający na jakiegoś metala. Mimo atmosfery żalu, roztaczającej się na Montrealskim cmentarzu, on się... uśmiechał. I to nie był uśmiech smutku. To był uśmiech pełen wyższości i ironii. Zupełnie jakby nienawidził pochowanej w tym grobie Laury Dickson. Ale dziwnym się wydało, że brunet wyjął z kieszeni płaszcza znicz, zapalił go, nie używając ni zapałek, ni zapalniczki, po czym postawił go na grobie dziewczyny. Wciąż z tym samym ironicznym uśmiechem przeczytał po cichu słowa na tablicy nagrobkowej.
Laura Dickson
ur. 24.03.1987
zm. tragicznie 11. 05. 2005
Panie, świeć nad jej duszą.

- O tak, świeć – wyszeptał, a w tym szepcie krył się sarkazm. – Ciekawe, czy długo jej poświecisz.
Mężczyzna cicho zachichotał z własnego dowcipu, jednakże każda osoba trzecia powiedziałaby, że to nie był dowcip, a bluźnierstwo. Jeżeli ta osoba byłaby gorliwym katolikiem.
- Dzielnie walczyłaś, Lauro – powiedział mężczyzna, nieco głośniej. – Ale musisz przyznać, że jednak wygrałem – po czym rozpłynął się w powietrzu.

Hear the silence of the winds
making your own destiny
go and face the mirror of their sin
Only brave hearts found the way
breaking all the dragon's spell
cross the Argon's glade with heart in hand
[Rhapsody “Land of immortals”]


Meredith Dickson wyrwała się z sieci snu, gwałtownie otwierając oczy i siadając na łóżku. Rozejrzała się i z ulgą stwierdziła, że jest w swoim własnym pokoju. Spojrzała na zegarek. Druga w nocy. Zgodnie z prawem natury, powinna spać, jednakże coś jej to zakłóciło.
Rozejrzała się. Pusto. Ale nagle cos zobaczyła. Czarny kształt w całej szarości. Jej wzrok tam powędrował. I nic nie zobaczyła.
I nagle... Nie... Już nic nie czuła... Martwe ciało Meredith zwaliło się na poduszki z cichym szelestem.
- Za dużo widziałaś, kochanieńka. Dołączysz do Laury – odezwał się męski głos. – Do Krainy Nieśmiertelnych, zwanej pospolicie... niebem. Wygrałem, Lucyferze.

white-elf 2005-03-24 16:06:55 skomentuj (1)


Księga gości:
Wpisz się
Zobacz


Archiwum:
2005
marzec



Quari's friends

Świat realny
Magda
Piotrek :D



designed by Shili
pic by Yukirin
blog.pl